CETA i TTIP – dlaczego warto protestować?

stop-ttip-cetaDemokracja i ochrona naszych praw albo arbitraż i ochrona zysków korporacji – wybór należy do nas.

Żeby go mieć, musimy głośno wyrazić swoje niezadowolenie.

Zapraszamy Was na sobotnią demonstrację – widzimy się o 13.00 pod Ministerstwem Rolnictwa!

Czy istnieje potrzeba pilnego przyjęcia CETA?

W dyskusji o globalnych porozumieniach handlowych brakuje bardzo ważnego wątku – tego, czy i w jakiej formie je właściwie potrzebujemy.

CETA czy TTIP nie są rezultatem wieloletnich dyskusji obywateli o tym, jakiego handlu międzynarodowego oraz towarzyszących mu regulacji potrzebujemy. Są projektem elit dla elit.

CETA to umowa handlowa pomiędzy Unią Europejską a Kanadą, której gospodarka jest ściśle związana ze Stanami Zjednoczonymi i strefą wolnego handlu NAFTA.

CETA – podobnie jak TTIP – została napisana pod dyktando lobbystów wielkich korporacji. Ujrzała światło dzienne kiedy jej tekst był już właściwie gotowy. 

Co takiego się stało, że pilnie trzeba zliberalizować handel pomiędzy Unią Europejską a Kanadą?

Pilny tryb przyjęcia CETA wynika z faktu, iż niemożliwe będzie szybkie przyjęcie TTIP ze względu na masowe protesty w Europie oraz niepewny wynik wyborów prezydenckich w USA.

CETA staje się zatem surogatem TTIP. Projektem bardziej politycznym niż ekonomicznym.

Prawa dla ludzi – reguły dla biznesu. Czy to jeszcze możliwe?

20161015_144442Oficjalnie CETA i TTIP mają znosić utrudnienia w handlu międzynarodowym. Warto zastanowić się, co pod tym postulatem się kryje.

Te „utrudnienia” to tak zwane „bariery pozataryfowe”: podatki i ubezpieczenia, przepisy o ochronie środowiska, praw konsumentów i praw pracowniczych. Same cła są dziś w dużej mierze symboliczne.

Wprowadzenie jakichkolwiek reguł uderzających w interesy wielkich korporacji jest dziś niestety bardzo trudne. Niedemokratyczne przyjęcie negocjowanych za zamkniętymi drzwiami umów takich jak CETA czy TTIP tylko przypieczętuje ten trend.

Nie spodziewajmy się wówczas żadnych regulacji z zakresu odpowiedzialności korporacji za prawa człowieka, a te już istniejące będą ulegały dalszej erozji w imię bożka wzrostu gospodarczego. 

Zawsze kiedy rząd planuje wprowadzenie jakiejkolwiek regulacji biznesu, w szczególności zaś podatków, środowiska gospodarcze straszą falą bankructw i masowych zwolnień. Przedstawiają je one niemal jako zamach na naszą wolność. Nie inaczej jest tym razem.

Wszystko na co stać odpowiedzialnego za CETA wiceministra rozwoju Jerzego Kwiecińskiego to nazywanie argumentów przeciwników tej umowy „mitami”. Wszystko na co stać polityka Nowoczesnej Pawła Rabieja to kwestionowanie autorytetu profesor Leokadii Oręziak.

Nie dajmy sobie wmówić że jesteśmy idiotami.

Nie wszystko co dobre dla korporacji jest dobre dla społeczeństw

Wszyscy stajemy się ofiarami szantażu ze strony menadżerów wielkich firm, prawników z wielkich kancelarii oraz powiązanych z nimi polityków i mediów, którzy niczym prawdę objawioną powtarzają komunały o zbawczej roli wolnego rynku. 

Nie wszyscy czerpią korzyści z rozwoju gospodarczego mierzonego wzrostem PKB. Szeroko piszą o tym ekonomiści tacy jak noblista Joseph Stiglitz, głośny od niedawna Thomas Piketty, a w Polsce wspomniana już Leokadia Oręziak. Z tezą tą zgadza się nawet Bank Światowy.

Według organizacji Oxfam „62 najbogatszych ludzi świata posiada więcej, niż cała reszta populacji. W ciągu ostatnich 5 lat majątek najbogatszych 62 osób wzrósł o 44 procent do poziomu 1,76 bln dolarów, podczas gdy oszczędności całej reszty spadły o 41 procent do 1 biliona dolarów. W tym samym czasie liczba ludzi na świecie wzrosła o 400 mln”.

CETA czy TTIP może być korzystna dla wielkich europejskich koncernów, takich jak chcący przejąć Monsanto i stworzyć kontrolujące światowe rolnictwo monstrum Bayer.

Polski biznes może skorzystać na liberalizacji handlu z Kanadą czy USA jedynie symbolicznie. Stracą za to polscy rolnicy i rzemieślnicy, o czym zresztą głośno mówią ich organizacje. 

Obiecuje się nam nowe miejsca pracy i wzrost gospodarczy – nawet, jeśli badania przy okazji negocjowania analogicznej umowy z USA (TTIP) przynosiły bardzo różne wyliczenia. Nie brakowało takich, wedle których żadnych zysków nie będzie.

Arbitraż nie ma nic wspólnego z międzynarodową sprawiedliwością

Wzmocniony zapisami w umowach międzynarodowych arbitraż niesie ze sobą poważne skutki. Poważnie ogranicza prawo naszych demokratycznie wybranych przedstawicieli do regulowania stosunków między państwem, społeczeństwem a biznesem, oddając je w ręce sędziów oraz łaski korporacji.

Play straszył nas niedawno wystąpieniem o odszkodowanie rzędu 2 miliardów złotych z tytułu nieosiągniętych zysków po przegranej aukcji na kolejne częstotliwości.

Airbus straszy nas odszkodowaniem za Caracale. Banki straszyły pozwami w przypadku przyjęcia ustawy o pomocy frankowiczom. Hipermarkety udają, że nie mają zysków, płacąc minimalne bądź zgoła żadne podatki.

Zamiast dyskutowanych za zamkniętymi drzwiami porozumień potrzebujemy większej troski o lokalne gospodarki. Bardziej demokratycznych instytucji na każdym szczeblu władzy, dbających o interes społeczny, a nie zyski korporacji.

Od 10 lat badamy wpływ biznesu na ludzi i środowisko. Domagamy się praw dla ludzi, a reguł dla biznesu.

Piskalski miniWraz z przeszło 500 organizacjami z całej Europy, skupionych w ruchu Stop TTIP wierzymy, że inna Europa jest możliwa. Wierzymy też, że stać ją na więcej – lepsze, bardziej zielone inwestycje infrastrukturalne, wspieranie zatrudnienia osób młodych czy walkę z unikaniem opodatkowania przez korporacje.

Jeśli nie wierzycie w to, że korporacje wiedzą lepiej co jest dla nas dobre, jeśli uważacie, że jesteście przede wszystkim obywatelami a nie konsumentami, jeśli nie chcecie gospodarki działającej bez kontroli społecznej powinniście w sobotę wyjść na ulicę.

Chodźcie z nami!

Grzegorz Piskalski, prezes Fundacji CentrumCSR.PL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *